Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Koło. Pokaż wszystkie posty

6 czerwca 2012

Życie Osiedli WSM (falstart)

Już niedługo, już wkrótce, w Mazowieckiej Bibliotece Cyfrowej ukaże się ekscytujące "Życie Osiedli Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej". Każdy numer zawiera ciekawe artykuły (pisane m.in. przez Stanisława Żemisa), prezentuje relacje z budowy warszawskich osiedli, a także przynosi fascynujące informacje o obyczajach i blokowej codzienności.
Kto dostał 3 punkty karne za niezgodne współżycie sąsiedzkie, a kto jedynie napomnienie za nietaktowne zachowanie wobec mieszkańców? Jaka była miesięczna frekwencja w ciągu miesięcy letnich w wypożyczalni na Kole? O co pytała sąsiadów mieszkanka IX kolonii?
Odpowiedź na powyższe pytania znajdziecie w "Życiu Osiedli WSM". Niecierpliwym polecamy wizytę w bielańskich bibliotekach.

5 czerwca 2012

Wolskie Regionalia

Fot. Rowerzyści w lasku na Kole  (lata 40.), wł. Agnieszka Proszowska

Wolskie Regionalia niepostrzeżenie otrzymały nową szatę graficzną i prezentują się teraz ładnie choć skromnie. Serdecznie zachęcamy do poddania się szałowi digitalizacji i ujawniania szerszej publiczności fotografii rodzinnych poprzez Wolską Bibliotekę Publiczną. Jak słusznie zauważają twórcy projektu:
"Aby (...) strona żyła, rozwijała się i stanowiła atrakcyjne źródło informacji o Woli, muszą odwiedzać ją i współtworzyć wszyscy Wolą zainteresowani".
A więc ożywiajmy, rozwijajmy, rozwijajmy, itd.

10 stycznia 2012

O rzeźniach miejskich


Dzisiaj definitywny koniec noworocznego rozrzewnienia. Poniżej fragmenty artykułu inżyniera Dubeltowicza, w którym autor opisuje stan faktyczny rzeźni warszawskich na rok 1911 oraz ujawnia kulisy powstania (a właściwie niepowstania) rzeźni miejskiej na Kole.

[…]
Ktokolwiek bądź słyszał w najfantastyczniejszych opowieściach o istnieniu jakichś tawern ciemnych i nor tajemniczych, do których światło dzienne przedostać się nie może, a oświetlenie na tyle jest przyciemnione wyziewami i parami, że niedozwala odróżnić przedmiotów, najbliżej położonych, to obraz taki jeszcze będzie wesołym w porównaniu z widokiem, jaki przedstawiają rzeźnie warszawskie. Dodawszy do tego brud, błoto, przeciągi i brak światła, otrzymamy dopiero słabe pojęcie o prawdziwym obrazie tej nędzy i rozpaczy. Czy w takich warunkach może być mowa o zastosowaniu najelementarniejszych przepisów hygieny, czy służba lekarska przy nędznej świeczce lub lampce rzeczywiście może dojrzeć cośkolwiek w oglądanych sztukach? Oględziny w takich warunkach są czczą formą zadośćuczynienia obowiązującym przepisom – tak chce mieć forma, bo jeże1i jest służba weterynaryjna i hygieniści, to wszystko jest w porządku: mieszkańcy mogą być spokojni, że z tej strony nic im nie grozi. Trudna jest doprawdy pozycya panów weterynarzy, stojących na czele oddziałów rzeźni: jako ludzie wykształceni, wiedzą dobrze, co jest możliwe, a co nie, i tu znajdują się w warunkach absolutnej niemocy do przeprowadzenia choćby najskromniejszych wymagań porządku i czystości. Czy utyskiwania na niedostateczną służbę weterynaryjną są uzasadnione, co pomoże powiększenie personelu, jeśli ten personel nie jest w stanie absolutnie nic pomódz w zmniejszeniu nieporządków? Szkoda pieniędzy na najmniejsze poprawki w tym względzie, bo do niczego absolutnie nie doprowadzą.

Wyobraźmy sobie w tych ciemnościach szereg zabitych zwierząt, leżących ściśle przy sobie, a nad niektóremi z nich rzeźnika, również brudnego, jak całe otoczenie, ze świeczką na patyku w zębach, operującego zwierzę, a będziemy mieli obraz do podziwiania. Świnie, przeznaczone do zabicia, rozbiegają się po wszystkich kątach i tam, gdzie je dosięgnie pałka, padają, czy to między gromadę ludzi, czy zabitych zwierząt, a przywleczone po gnoju i brudach podłogi, wrzucane są do kotła, gdzie setki ich poprzedniczek używało kąpieli w tej samej wodzie. Jamy nawozowe mają w niektórych rzeźniach jedyne w swym rodzaju urządzenia, bo przez otwór, znajdujący się w ścianie, wyrzucany jest gnój na zewnątrz, ale ścieki z jamy wracają z powrotem do rzeźni, aby przepływać przez rynsztok w środku rzeźni. Stół, przeznaczony do sekcyi zwierząt podejrzanych, stoi na dworze, zapewne dla światła: jakież to sekcye delikatne mogą się wykonywać na kilkostopniowym mrozie, lub w czasie zawiei i wogóle niepogody? Na to wszystko trzeba patrzeć obojętnie i wmawiać w siebie, że tak jest od niepamiętnych czasów i było dobrze, zatem i nadal będzie takoż, bo są specyaliści, którzy mają nadzór nad zachowaniem przepisów hygieny.

W takim stanie rzeczy. czy mamy zastanawiać się nad koniecznością budowy rzeźni, któraby odpowiadała wszelkim wymaganiom czystości i hygieny?- sądzę, że to jest zbytecznem, mamy bowiem wszyscy wyrobioną pod tym względem opinią.

Dlaczegóż więc rzeźnia nie buduje się?

Pieniądze są, plany, jakkolwiek przygotowane przed blisko 20 laty, są także, a chociaż przerobienie takowych będzie niezbędnem, to jednak okoliczność ta nie mogłaby być przecie powodem do wstrzymania roboty? Plac jest, t. j. najważniejszy punkt, który był przedmiotem bardzo ciekawych polemik przed 4-a laty, a i bardzo pouczający, bo dowiedzieliśmy się, że każdy z placów będący przedmiotem obrad i dyskusyi, jest jedynym i jakby wskazanym do budowy rzeźni, odpowiadając wszelkim warunkom sanitarnym, położenia względem miasta, najtańszy i najdogodniejszy.

Dziś jest więc plac w miejscowości Koło, t. j. ten sam, który od początku projektu budowy rzeźni był na widoku, i o kupno którego magistrat najwcześniej zaczął się starać. Historya tego placu jest taka: Gdy w swoim czasie kwestya rzeźni została w zasadzie zdecydowaną, ś. p. mecenas Wrotnowski podał propozycyą magistratowi podjęcia się kupna placu w Kole, w rozmiarze, jaki będzie potrzebnym, po 30 kop. za łokieć kwadratowy. Magistrat zgodził się na tę propozycyą i wydał upoważnienie Wrotnowskiemu do skupowania częściowych działek na rachunek magistratu. Wrotnowski zajął się tem kupnem i już nabył przeszło połowę placu do chwili, kiedy z Petersburga przyszła urzędowa wiadomość, że zarząd wojskowy nie pozwoli na budowę rzeźni w tem miejscu. Ponieważ właściciele zaczęli się drożyć, Wrotnowski nie mógł po umówionej cenie kupować więcej placów, a z nadejściem wiadomości z Petersburga nieprzychylnych, magistrat polecił wstrzymać kupno placów, poczyniwszy jednocześnie starania o wyjednanie Najwyższego Ukazu o wywłaszczenie gruntów. Ukaz został wyjednanym, a wtedy magistrat, chcąc się zabezpieczyć, wniósł ostrzeżenia hypoteczne na wszystkie place, będące na widoku, i chociaż te ostrzeżenia niedługo istniały, przysporzyły jednak magistratowi wiele kłopotów, jeszcze zresztą nieuregulowanych. Po śmierci Wrotnowskiego, kupno placów zostało prowadzone w dalszym ciągu, chociaż już nie po 30 kop., ale po różnych, znacznie wyższych cenach, tak że dziś plac jest w całości kupiony, wraz z drogą dojazdową od strony drogi Górczewskiej. Ogólny koszt tego placu wynosi blisko 900 tysięcy rubli. Magistrat robił jednocześnie starania w ministeryum spraw wewnętrznych o uchylenie zakazu ministeryum wojny, co do niezgodzenia się tego ostatniego na budowę rzeźni na Kole, i rzeczywiście starania zostały uwieńczone pożądaną odezwą ministeryum spraw wewnętrznych, które oświadcza, że, pomimo zakazu ministeryum wojny, rzeźnia na Kole może się budować i żadne przeszkody nie zachodzą.

Zdawałoby się więc, że wszystko załatwione, ale, wobec niecofnięcia przez ministeryum wojny swego veto, czy magistrat, czy też przedsiębiorca, któryby podjął się budowy rzeźni, może się odważyć na pokazanie się na placu z robotnikami? Ministeryum spraw wewnętrznych-daleko, a ministeryum wojny ma swe bagnety na miejscu!

Kwestya więc stanęła i, dopóki magistrat nie poczym nowych starań, dotąd rezultatu żadnego być nie może.

W roku zeszłym, z polecenia byłego prezydenta miasta p. Litwińskiego, miałem zaproponowane zajęcie się zebraniem wszelkich danych, mających służyć do sprawdzenia, o ile dane, służące do opracowanego projektu rzeźni, mają swe usprawiedliwienie, oraz na zasadzie tych danych do oznaczenia wielkości i ilości odpowiednich budynków i placów. Zająłem się więc tą kwestyą zasadniczą wraz z inżynierem miejskim, p. Miłkowskim, i pracowaliśmy przez miesiąc jeden. W końcu miesiąca oświadczono mi, abym zaniechał pracy, z powodu braku funduszów na ten cel.

[…]

Na zakończenie powrócę do rzeźni w Warszawie. Czy możemy mieć nadzieję, że marzenia urzeczywistnienia budowy rzeźni mają perspektywę pomyślną? Nie. Czy czekać mamy? To chyba musimy z konieczności, bo czas upływa bez naszego współdziałania, a jeżeli się zdarzy coś pomyślnego w tym przedmiocie, będzie tem przyjemniejsze, że będzie niespodzianką!

Tu muszę nadmienić, że w czasie nadejścia wiadomości nieprzychylnych dla placu na Kole, nie zważając na wydatek już poniesiony na kupno placów, a wynoszący około pół miliona rubli, magistrat wyraził chęć kupna placu na Pradze; złożone więc zostały różne oferty, i wszczęła się znana z pism polemika, która szczęściem nie doprowadziła do żadnego konkretnego rezultatu, oprócz postanowienia, zapadłego na pełnem posiedzeniu magistratu w dniu 9 stycznia 1906 r., aby rzeźnię budować na Kamionku! Jednocześnie kupno placów na Woli szło w dalszym ciągu w przekonaniu, że place, kupione na Kole, są tak świetnym interesem, że w każdej chwili, gdyby tylko magistrat chciał, może sprzedać nabyte place po potrójnej cenie! Czy ten interes rzeczywiście jest tak świetnym, mogą o tem sądzić osoby, znające położenie rzeczy na miejscu i warunki, w jakich się te place znajdują. Ponieważ te place dziś są już nabyte w komplecie pod budowę rzeźni, niech więc pozostaną na ten cel, a stanie się zadość życzeniom, wyrażonym niejednokrotnie, nawet gremialnie przez osoby już to interesowane, już mogące z tego powodu ciągnąć odpowiednie zyski. Prawie jednocześnie z postanowieniem magistratu o budowie rzeźni na Kamionku, został opracowany przez inżynieryą miejską projekt przyszłej nowej dzielnicy miasta, która ma się pobudować w bardzo krótkim czasie na terytoryum łąk Skaryszewskich, Kamionka i Saskiej Kępy, po obu stronach głównej drogi, idącej od nowego mostu do rogatki Grochowskiej. Ciekawy to jest projekt, niezawodnie unikat w swoim rodzaju i zapewne starannie przechowywany. W nowo zakładanych dzielnicach, które mają stanowić ozdobę miasta, zwykle miasto stara się o uwydatnienie tej dzielnicy czy to jakąś budową monumentalną pod postacią jakiegoś gmachu użyteczności publicznej, zresztą pomnika, lub ogrodu publicznego, a wreszcie placu, który kiedyś na ten cel może być użytym, u nas jest lepiej – jako punkt atrakcyjny dla nowej dzielnicy, mającej zasłynąć z piękności budowli, projektuje się w samym środku rzeźnię miejską.

Jakkolwiek dawno już rzeźnie przestały być temi nieczystemi zakładami, które prawo wypędziło po za granice miasta (jakkolwiek prawo to u nas nie zostało dotychczas cofnięte), to jednak, jak się zapatrywać na projekt umieszczenia rzeźni w środku nowej dzielnicy, około której mają się grupować gmachy wykwintne, a choćby nawet najskromniejsze, niech każdy wyrobi sobie zdanie.

Wobec jednak sprawy, która nie toczy się równomiernie, ale od lat 20-u wybucha od czasu do czasu, jak fajerwerk, aby olśniony na chwilę zapaść znów w mrok długotrwały, me mogę ani jednem słowem budzić nadziei urzeczywistnienia pragnień ogółu posiadania rzeźni miejskiej, któraby odpowiadała wszelkim wymaganiom sanitarnym czystości i porządku. Co dalej będzie, przewidzieć niepodobna. Poruszając więc kwestyą rzeźni, stoimy najwyraźniej przed godłem piekła Dantejskiego „Lasciate ogni speranza”.

W. Dubeltowicz, O rzeźniach miejskich. [w:] Sprawy miejskie: pamiętnik Stowarzyszenia Właścicieli Nieruchomości m. Warszawy, 1911
Fotografia: Wystawa rolnicza w Tarnowie. Świnia, 1943, NAC

3 marca 2011

Nieudana rozbrajanka w linii 24


Zarzut: Oskarżony o to, że biorąc udział w związku zbrojnym "w dniu 18 lutego 1982 r. około godz. 12,30 w tramwaju linii "24" na ulicy Obozowej w Warszawie działając wspólnie i w porozumieniu z Tomaszem Andrzejem Łupanowem, posługując się bronią palną [...] usiłował dokonać rozboju na osobie st. sierż. MO Zdzisława Karosa w ten sposób, że grożąc użyciem broni chciał zabrać w/w w celu przywłaszczenia pistolet, a gdy st. sierż. MO Zdzisław Karos nie wydał broni i zbliżył się do Roberta Chechłacza z zamiarem odebrania mu broni, Robert Chechłacz oddał jeden strzał [...], powodując u pokrzywdzonego obrażenia narządów wewnętrznych ciała, w następstwie których wymieniony Zdzisław Karos zmarł w dniu 23 lutego 1982 r. w szpitalu w Warszawie."

Kwalifikacja: Przestępstwo z art. 148 § 1 kk w zb. z art. 11 § 1 kk w zw. art. 210 § 2 kk

Skazany: TAK

Wydarzyło się to sześćdziesiątego ósmego dnia stanu wojennego. Teatr TV w ramach SCENY FAKTU zrobił w 2007 r. spektakl, który oczywiście polecamy, ze względu na lokalizację części akcji. Chłopaki nie kwalifikują się pewnie na żołnierzy wyklętych, ale czemu ich nie przypomnieć?

Źródło: www.13grudnia81.pl 

Zdjęcia z teatru TV: "Oskarżeni. Śmierć sierżanta Karosa"

11 sierpnia 2010

Rewitalizacja nieparzystej Obozowej


Zaczęło się w lipcu. Czas Przeszły był tak zszokowany, że tylko fotki pstrykał i kisił, na blogu nie zamieszczał. Czynnikiem niewątpliwie potęgującym wrażenie był fakt, że rewitalizacja rozpoczęła się, jak na nasze polskie standardy, dość nietypowo - od wymiany infrastruktury podziemnej. Przypomnieć należy, że jeszcze w zeszłym roku parzysta Obozowa odnawiana była w stylu klasycznym tj. najpierw zieleń i nasadzenia, a następnie megawykopki. Wykonawcy udało się też zasypać studzienki kanalizacyjne, do tej pory nie wszystkie odnaleziono... Ale wróćmy do roku bieżącego. Miesiące mijają - rewitalizacja trwa. Zapraszamy do galerii lipcowej i sierpniowej.

5 maja 2010

Mieszkańcy o "Dziesiątkach" - Alicja Kubecka

Zapytaliśmy mieszkańców, jak wyglądało ich przedwojenne życie na Kole. Na nasze  pytania odpowiedziała m. in. p. Alicja Kubecka (adres przed wojną i potem do połowy lat pięćdziesiątych: Obozowa 73 m 37). Zapraszamy do historii!

I. Wygląd Osiedla
Nie pamiętam dozorcy. Wydaje mi się, że przed wojną mieszkał w każdym bloku na I klatce. Sprzątał teren i klatki schodowe.
Ogrodzenia, furtki i bramy pochodzą sprzed wojny. Samochodów na terenie Osiedla nie było przed wojną. Po wojnie mogły jakieś stać.
Teren był zadrzewiony, zadbane trawniki, krzewy. Po wojnie zaczęto trochę grodzić, przede wszystkim dla ozdoby. Nie pamiętam żadnych konkursów [kwiatowych].
Z trzepaków korzystano ciągle. Bawiły się na nich także dzieci. Dużych spotkań sąsiedzkich raczej na podwórzach nie było.
Śmieci usuwano w sposób tradycyjny. Wywożone były regularnie. Otoczenie budynków było bardzo czyste.
Psy i koty.
Bloki były piaskowe, piony i przyziemie z czerwonej cegły. Drzwi na klatkach schodowych zawsze były białe.

II. Wnętrze bloku i mieszkania
Ściany klatek schodowych były chyba kremowe, płytki są te same. Były skrzynki na listy. W gablotkach kompletne listy lokatorów. Podział był umowny. Piwnice były przypisane do każdego mieszkania, na strychach każde mieszkanie miało wyznaczoną część boksu. Bardzo pilnowano wykonywania zaleceń ppoż. Na strychach zawsze był piach w skrzyni.
Gotowano na gazie, były tez kuchnie węglowe. Osiedle było nowoczesne – miało elektryczność.
Wystrój wnętrz zależał wyłącznie od użytkowników. Meble także. W wielu mieszkaniach były radioodbiorniki. Na balkonach starano się hodować kwiaty. Na oknach także. Przed wojną mieszkania były kontrolowane pod względem czystości, porządku itp.

III. Życie codzienne
Posiłki – jak dziś. Często skromniej. Zdarzała się smażona cebula, kapuśniak, placki ziemniaczane. Uroczystości rodzinne przebiegały zwyczajnie, spotykało się nawet piętnaście osób.
Do prania wystarczała tara i balia. I wyżymaczka. Stosowano bielidło, farbkę, szare mydło (do gotowania) i krochmal. Pralki były później!
Ręczniki były różne. Mydło w kostkach, proszek do mycia zębów.
Pracował głównie mężczyzna. Kobiety pracowały rzadziej, wtedy domem zajmowały się babcie.
Radio, spacer, gazety, kino (także objazdowe).
Dzieci grały w piłkę, bawiły się skakanką, grały w klasy, przewijały się na trzepaku.
Dla dzieci często szyto ubrania w domu.
Administracja mieściła się w 20 bloku. W Domu Kultury była biblioteka, odbywały się koncerty, zabawy, spotkania. Akcji „Kropla Mleka” nie pamiętam. Wykłady pamiętam. Drużyny harcerskiej – nie.

IV. Sąsiedzi
Osiedle było bardzo spokojne, przestrzegano obowiązujących regulaminów (groźba wyprowadzenia się z bloków w przypadkach łamania przepisów). Sąsiedzi znali się dobrze ale wspólnych imprez raczej nie było. Część sąsiadów nadal pamiętam. Wprowadzano się sukcesywnie. Rodziny liczyły 3 – 7 osób.

V. Własna historia
Przeprowadziliśmy się z ul. Obozowej 20. Mieszkania były częściowo wykupione z Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

VI. Za ogrodzeniem
Autobusów nie pamiętam. Tramwaje: 1, 13, 16, 20, 24.
Bilety sprzedawał konduktor.
Pamiętam tylko pociągi towarowe, np. z węglem. Żadnej stacji kolejowej nie było.
Po zakupy: do sklepu w 10 bloku (art. spożywcze – WSM), w 1 bloku też był sklep spożywczy. Były też prywatne sklepiki (mięsny, pieczywo, apteka, warzywny), przy ul. Bolecha.
Szkoła przy Ożarowskiej, po wojnie – duża przy Obozowej (dziś Norwid).
Parkiem był lasek. Ciekawy był malutki Domek Kultury za Ożarowską. W czasie Powstania Warszawskiego zginęła tam cała polska załoga.
W gliniankach często się kąpano. Były wypadki utonięć. Kawiarni nie pamiętam.
Nazwa Dom Ludowy mogła dotyczyć tego małego domku za Ożarowską.
Budy – slumsy w lasku, bliżej torów kolejowych (wiadukt).
Drewniane Koło – domy przy obecnej pętli tramwajowej (parterowe, drewniane, z ogródkami, po 2-3 lokale w każdym).

25 kwietnia 2010

Wernisaż wystawy „Historia Kołem się toczy”

W sobotę, 24 kwietnia o godzinie 12, w wiosennej aurze odbył się plenerowy wernisaż wystawy „Historia Kołem się toczy”. Wystawę otworzył prezes Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego „Warszawa w Europie” Leszek Lachowiecki, a towarzyszyły mu osoby zaangażowane w realizację tego projektu: Barbara Wieczorek, Barbara Brzozowska i Katarzyna Kościńska. Urząd Dzielnicy Wola reprezentował m.in. Paweł Pawlak, zastępca burmistrza ds. kultury, a Obywatelską Radę Koła – Andrzej Obalski. Był również proboszcz miejscowej parafii, ks. Zbigniew Godlewski. Na spotkanie przyszło wielu mieszkańców Koła, których, po przywitaniu i kilku oficjalnych słowach, prezes Lachowiecki zabrał w fascynującą wyprawę w przeszłość, omawiając każdą planszę z osobna. Słuchacze chętnie dzielili się swoimi wspomnieniami, odnajdywali na zdjęciach dawnych znajomych i nieistniejące już miejsca. Widoczne było, że wystawa powstała dzięki ich zaangażowaniu. Do końca dnia, korzystając z pięknej pogody, spacerowicze przystawali przy fotografiach i z ożywieniem dyskutowali o starym Kole.

Czas Przeszły również wymienił opinie o wystawie z jej twórcami. Przedstawiliśmy pomysły naszego stowarzyszenia i mamy nadzieję na współpracę przy innych wystawach i projektach.

A tymczasem, parafrazując tekst znanej warśaskiej piosenki: Wsiadaj w dryndę Warśawiaku, wystawę znajdziesz na... Obozowej. Dojazd tramwajami: 13, 23, 24, przystanek „Deotymy”. Zapraszamy!

(Można znaleźć ją także w internecie na stronie www.wystawa-wola.pl, ale chyba lepiej obejrzeć historyczne zdjęcia, odnajdując wokół te same miejsca, kilkadziesiąt lat później).

Zapraszamy też do galerii zdjęć z wernisażu wystawy.

21 kwietnia 2010

Historia Kołem się toczy


Już niedługo, bo 24 kwietnia 2010 r., przespacerować się będzie można na przepiękną plenerową wystawę o historii warszawskiego Koła. Na zrewitalizowanym w zeszłym roku terenie Osiedla TOR, po parzystej stronie ulicy Obozowej, będzie można obejrzeć 36 planszy przedstawiających "pozornie zwyczajne dzieje tego zakątka Woli od lat 30-tych do 50-tych XX wieku – wzniesienie domów, zagospodarowanie, styl mieszkania, sposób rekreacji, wojenne i polityczne kataklizmy – rytm życia tyleż specyficzny, co właściwy dla całej Warszawy". Już teraz wystawę można obejrzeć w internecie na stronie www.wystawa-wola.pl. Wystawa została zorganizowana przez Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne WARSZAWA W EUROPIE. Zapraszamy!

15 grudnia 2009

Literackie morderstwo na Kole


Na pętli Nowe Bemowo, w tramwaju linii 12 motorniczy znajduje martwego pasażera z nożem wbitym w serce. Tak zaczyna się kryminał Tomasza Konatkowskiego „Przystanek śmierć”. Dwunastka co prawda nie jeździ już Obozową, ale książkę nadal warto przeczytać.

„Nowak wziął od technika jednorazowe rękawiczki i wyjął dokument z plastikowej torebki z hermetycznym zatrzaskiem. Przekartkował stary, nieco podniszczony dowód. Stary dowód dostarcza od razu więcej informacji niż te nowe, plastikowe. Witold Oleszkiewicz. Nauczyciel z zawodu, obecnie emeryt. Lat sześćdziesiąt osiem. Zameldowany na Obozowej na Kole. [...]
Hm, nauczyciel z Obozowej. Pewnie tam mieszka. Jeżeli jechał do domu, zamordowano go jeszcze przed Obozową. Jeżeli zginął gdzieś przy końcu trasy, musiał mieć coś do załatwienia na Bemowie. O tej porze, w niedzielę? Może po prostu zasnął”.
Tomasz Konatkowski, Przystanek śmierć, Warszawa 2007, s. 10-11.

2 grudnia 2009

Różne bywają dachy nad głową


[...] Weźmy mapę Warszawy i szukajmy w okolicach fabryk.

Dobrogniewa, Mściwoja, Bożydara, Długomiła, Wojsława, Godzimira... Na labiryncie planu, na północ od wylotowej arterii Wolskiej, gęsta siatka dziwacznych nazw oplotła całą dzielnicę miasta. Jakiś słowiański Ludendorff – radny miejski – chrztem magistrackim utrwalił na rogach ulic pogańską przeszłość tej ziemi. Czy przeszłość? Tak mało wiemy o nieznanych lądach leżących poza zasięgiem biur, sklepów i kawiarni, poza warszawską city! Któż wie, czy w lasku przy ulicy Falisława nie stoją święte dęby, a posąg Światowida nie króluje nad ulicą Chwaliboga?
Natłoczona „szesnastka” za 20 groszy wiezie mnie w świat nieznany, przedhistoryczny. Za placem Mirowskim, za Chłodną zaczynamy się powoli pogrążać w fale czasu, zamyka się nad naszymi głowami niespokojna powierzchnia dwudziestego wieku i zza szyb tramwaju, jak z głębinowego statku, oglądam zdziwiony coraz głębsze i głębsze nawarstwienia czasu.
Tu życie schodzi ku ziemi. Warszawa, wyniesiona w śródmieściu ku górze, zaczyna opadać, kurczyć się, maleć. Jeszcze ciągnie się granicą ulica Wolska, ale coraz częstsze są w niej szczerby i przełęcze, coraz to szerszy, niezasłonięty horyzont otwiera każda przecznica. Parkany zaledwie chlaśnięte opornym pędzlem, niebieskawa ciecz płynie wapnowanymi kanałami, parterowe drewniane domki, przekrzywione, zmurszałe, uginające się pod ciężarem porosłych mchem dachów. Migają przed wielką szybą tramwaju małe okienka zasłonięte od wewnątrz doniczkami kwiatów. Krzywe badyle pelargonii pną się po kratach szyb ku górze, jak jednostajne wykresy statystyczne. Funkcje jakichś wielkich, rosnących liczb.
Szukam tych liczb w pamięci.
W Warszawie mieszka licząc wraz z rodzinami przeszło 600 tysięcy robotników, 55,5% tych ludzi mieszka w lokalach jednoizbowych, a więc w mieszkalnej kuchni, a 29% – w dwuizbowych, a więc w pokoju z kuchnią. Duża liczba osób w rodzinach robotniczych to przyczyna olbrzymiego przeludnienia mieszkań w Warszawie. 79% robotników mieszka w zagęszczeniu większym niż dwie osoby na jedną izbę, a 12% – w większym niż sześć osób. Jeszcze jedna liczba: 140 tysięcy osób w Warszawie, a więc 12% ludności, mieszka „kątem”.
Dane cyfrowe przedstawiające gęstość zaludnienia mieszkań nie dają jeszcze całkowitego obrazu stosunków w tej dziedzinie. Trzeba pamiętać o jakości mieszkań. Trzeba wiedzieć, że tylko 33% lokali w Warszawie posiada ustęp, że większość nie posiada wodociągu, światła elektrycznego, że poddasza i sutereny, wilgotne oficyny, walące się rudery – to jest życiowy wyraz tego, co w tablicach statystycznych figuruje pod nazwą izby.
Na innych stronicach roczników statystycznych obok tablic mieszkaniowych znaleźć można łatwo negatywy mieszkań. Gruźlica i choroby weneryczne, niedorozwój fizyczny i umysłowy, alkoholizm, przestępczość analfabetyzm... – nie pamiętam wszystkich liczb, ale znam ich wagę, ich ogrom i groźbę. Znam wreszcie ich główną, najważniejszą przyczynę: „straszne mieszkania”.

Ażeby zobaczyć wszystkie skutki nędzy mieszkaniowej, nie trzeba jeździć na Annopol, nie trzeba nawet szukać tu – na Obozowej czy Górczewskiej. Bo robotnicza Warszawa ma dwa oblicza. Jedno – to labirynt ulic o nieznanych nazwach, gdzie wśród parkanów i glinianek sterczą tu i owdzie krzywe małe domki, nieraz z wiejska kokietujące przechodnia malwą czy jabłonią, drugie – to niemal śródmieście, to Solec, Nowolipki, Twarda, Stalowa, dzielnice, w których ziemia ginie pod fundamentami, a niebo niknie w kamiennych studniach. Pierwsze oblicze – to obraz zacofania gospodarczego; drugie – to wykwit kapitalizmu i owoc renty gruntowej. [...]

F. Lewicki, Różne bywają dachy nad głową [w:] Niepiękne dzielnice. Reportaże o międzywojennej Warszawie, [red.] J. Dąbrowski, J. Koskowski, 1964, s. 54-56

Foto: Plan wielkiej Warszawy z 1937 r. 
Wydawca: Wydawnictwo HAWU.
Mapa pochodzi ze zbiorów P. T. Ściborowskiego.
http://www.trasbus.com/planywarszawy.htm

21 listopada 2009

Remont Ożarowskiej cd.



Jeszcze kilka zdjęć z remontu Ożarowskiej. Teraz kocie łby widoczne są w pełnej okazałości. Do obejrzenia na Picasa.

13 listopada 2009

Taksiarz o Kole

„Na Żoliborzu było cicho i spokojnie, za to znajdujący się obok Marymont miał wśród swoich mieszkańców grandę nie z tej ziemi. Byli to chłopi-robotnicy budowlani i rybacy. Dalej następowała dzielnica Powązki – siedlisko sztukatorów nagrobkowych i hodowców kwiatów, kóz i gołębi. Niespokojne peryferie to były, wraz z Parysowem, gdzie osiedlali się rymarze. Gorce – to ośrodek badylarzy. Koło, miejsce wysypu śmieci i innych nieczystości z rzeźni warszawskiej, później zamienione zostało w dzielnicę spółdzielczo-mieszkaniowo-robotniczą. Do wojny jednak słabo się rozbudowywała, ze względu na smród, który ciągle wydobywał się z ziemi. Zalesione Bemowo stało się kolonią wojskową. Wola, Ochota, Okęcie i Paluch – były uprzemysłowionymi peryferiami. Spośród tych dzielnic tylko Wola była gęsto zaludniona przez rzesze robotnicze. W trzech pozostałych skupiali się badylarze. Między Ochotą a Okęciem budowała Spółdzielnia WSM – Raków. Służewiec był częściowo badylarski a częściowo rolniczy; do niego przylegała wojskowa kolonia mieszkaniowa przy forcie Dąbrowskiego, sięgająca szosy Wilanowskiej. Następnie Siekierki nad Wisłą i Czerniaków słynne z rozrabiaczy, dla których ułożono piosenkę «Na Czerniakowskiej, Górnej i Woli». Wola nie była już taka łobuzerska, gdyż zasiedlili ją robotnicy. Tylko niektóre jej punkty, jak «Czyste», okolice Wroniej i Karolkowej wraz z placem Kercelego słynęły z burd i nożowniczych rozpraw; w tym rejonie znajdowała się słynna knajpa «Pod Cyckami». Solec i Powiśle to siedliska rybaków ze słynnymi z awantur ulicami Bugajem i Brzozową. Po stronie praskiej Saska Kępa zabudowana była przez nowobogackich, Gocławek z Grochowem i Wawer zasiedlone były przez tramwajarzy, zaś Utrata, Targówek, Zacisze, Bródno, Nowe Bródno i Pelcowizna – przeważnie zamieszkane przez kolejarzy. Centrum Pragi było zamieszkane przez brać robotniczą i drobnych handlarzy. Nie bez powodu nazwano jej główna ulicę – Targową”.

Marian Sękowski. Pamiętnik warszawskiego taksówkarza. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1978

5 lipca 2009

Przedwojenna „16” w zbiorach NAC

Pierwszy tramwaj linii „16” na nowej trasie przedłużonej do Koła. Widoczna tablica kierunkowa na tramwaju z napisem „Obozowa”.


Goście zaproszeni na uroczystość otwarcia przedłużonej na Koło linii „16”. Widoczni m.in.: dyrektor tramwajów miejskich Michał Butkiewicz (w pierwszym rzędzie drugi z prawej), wiceprezydent Warszawy Julian Kulski (w pierwszym rzędzie po lewej)

„16 na Koło” – „F na Sadybę”

Od poniedziałku 15 b. m. Warszawa otrzyma dwie nowe linie komunikacyjne.
Na trasie Młynarska – Obozowa – Ks. Janusza (Koło) nastąpi uruchomienie linii tramwajowej „16”. Długość linii: 3240 m. Czas jazdy 15 minut w jedną stronę. Odstępy co 13 minut. Pierwszy odjazd z ul. Młynarskiej o godz. 5 min. 42, z ul. Ks. Janusza – o godz. 6.00. Ostatni odjazd z ul. Młynarskiej o godz. 21 min. 30 z Ks. Janusza o godz. 21 min. 50.
W związku z tą nową linią tramwajową ulegnie skasowaniu linia autobusowa „K”. Przewidywane przedłużenie samochodu „K” – na Boernerowo nie nastąpi ze względu na fatalny stan dróg do Boernerowa. Po przeprowadzeniu choćby prowizorycznej naprawy tych dróg przez zarząd gminy autobusy będą dochodziły do Boernerowa. Uruchomienie tramwaju do Boernerowa jest zależne od dostawy słupów na miejsce wyciętych i skradzionych w ilości przeszło 100 sztuk oraz wzmocnienia centralnej podstacji elektrycznej na Woli. Przypuszczalnie przed latem r. b. Boernerowo uzyska połączenie z miastem. [...]

Gazeta ludowa, 1946, nr 104, str. 3

2 lipca 2009

"Pierścień bastionów robotniczych"

[...]
„Jedną z przyczyn niechęci rządów sanacyjnych do budowania zwartych osiedli robotniczych była obawa przed zorganizowaną klasą robotniczą. Uważano, że budowanie osiedli robotniczych jest równoznaczne z otaczaniem Warszawy pierścieniem bastionów robotniczych. Obawa była o tyle uzasadniona, że rzeczywiście w Warszawie istniały lub były w budowie osiedla robotnicze na Żoliborzu, Kole, Rakowcu i Grochowie. Nic więc dziwnego, że nie chciano dopuścić do istnienia organizacji lokatorskich powstających w tych osiedlach.

Strach przed robotnikami skłonił rząd do oddania osiedla pod kuratelę Policji Politycznej tzw. Defy. Opieka ta była bardzo daleko posunięta. Istniał obowiązek przesyłania danych personalnych każdego kandydata na lokatora do komisariatu Policji, od zgody którego uzależnione było jego zamieszkanie na osiedlu. Ten tryb groził zupełnym wyjałowieniem osiedla z elementów postępowych i aktywnych. Skłoniło nas do tego, by polecać znanym nam ludziom, żeby nie oni sami ubiegali się o mieszkania, ale ich «nieskompromitowane» żony lub dorosłe dzieci. Mimo tych wybiegów odrzucano przeszło 5% zgłaszających się kandydatów. Proceder ten oficjalnie nazywał się «niedopuszczeniem do osiedla typów awanturniczych i niemoralnych». Ponadto Komisariat Rządu w m.st. Warszawie wprowadził do osiedla jako lokatorów dziesięciu szpiclów”.

Stanisław Żemis, Warunki mieszkaniowe rodzin robotniczych zamieszkałych w osiedlu Towarzystwa Osiedli Robotniczych na Kole w Warszawie (badanie ankietowe z 1936 roku)

17 czerwca 2009

Stanisław Żemis. Opis Osiedla na Kole

Koło znajduje się na północno-zachodnim krańcu Warszawy, na drodze najczęstszych wiatrów, zapewniających tej dzielnicy napływ czystego powietrza z lasów kampinowskich. Osiedle wybudowane jest na terenie suchym, uprzednio uzbrojonym, w sąsiedztwie sporego lasku sosnowego. Całość osiedla pod względem architektonicznym ładnie jest skomponowana. Domy mają tylko trzy kondygnacje (parter, I i II piętro), a odległość między nimi jest duża. Nie ma podwórz, są tylko obszerne dziedzińce obsiane trawą, wysadzone drzewami i krzewami. Co drugi dziedziniec ma placyk do zabaw dla dzieci, piaskownice i wygodne ławki. Zamiast tradycyjnych śmietników wybudowano ażurowe pawiloniki, w których znajdują się zamykane metalowe skrzynki na śmiecie. Ustępów podwórzowych nie ma wcale, gdyż wewnątrz każdego mieszkania znajduje się własny ustęp. Trzepanie pościeli i ubrań też ma swoje specjalne miejsca i administracyjnie określone pory trzepania w ciągu dnia. Koni i krów w osiedlu trzymać nie wolno i zresztą nie ma gdzie. Ujemną stroną osiedla jest cuchnące sąsiedztwo miejskiego zakładu utylizacyjnego, lecz jest nadzieja, że w niedalekiej przyszłości zakład ten zostanie usunięty.

Stanisław Żemis, Warunki mieszkaniowe rodzin robotniczych zamieszkałych w osiedlu Towarzystwa Osiedli Robotniczych na Kole w Warszawie (badanie ankietowe z 1936 roku).

13 czerwca 2009

Wystawa BGK - zdjęcia NAC

Otwarcie wystawy. Widoczni m.in. prezes Banku Gospodarstwa Krajowego Roman Górecki, generał Jakub Krzemieński, generał Czesław Jarnuszkiewicz, minister rolnictwa i reform rolnych Juliusz Poniatowski, minister przemysłu i handlu Henryk Floyar-Rajchman, minister pracy i opieki społecznej Jerzy Paciorkowski, wiceminister skarbu Adam Koc, wiceprezydent Warszawy Jan Pohoski. 1935/05

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85359/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Główne wejście na wystawę budowlano-mieszkaniową. 1935/05

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85366:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa budowlano-mieszkaniowa-fragment ekspozycji. 1935/05

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85361:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa budowlano-mieszkaniowa-fragment ekspozycji. 1935/05.

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85362:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa budowlano-mieszkaniowa-fragment ekspozycji. 1935/05. [Widoczna plansza "Fundusz Pracy"]

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85363:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa budowlano-mieszkaniowa-fragment ekspozycji gazowni warszawskiej. 1935/05.

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85365:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa budowlano-mieszkaniowa-fragment ekspozycji, widoczny basen i wieża z blachy cynkowej. 1935/05.

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85367:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa budowlano-mieszkaniowa-fragment ekspozycji. 1935/05.

http://audiovis.nac.gov.pl/obraz/85369:1/f7f12d65496b365857fc5553b4d99087/

Wystawa mieszkaniowa na Kole


Bank Gospodarstwa Krajowego, mający w swym statucie m.in. zadanie finansowania budownictwa mieszkaniowego, postanowił pokazać, jak należy budować, aby możliwie najlepiej wyzyskać mały domek. Zbyt często bowiem nowopowstające spółdzielnie mieszkaniowe i właściciele podmiejskich domków i osiedli budowali domy brzydkie, nieekonomiczne, niedostosowane do wymogów, stawianych współczesnemu miastu.
Na przedmieściu Koło w Warszawie, na terenach przeznaczonych pod kolonię mieszkaniową, urządzono wystawę. Zbudowano przeszło dwadzieścia różnej wielkości domów, zaopatrzono je w nowoczesne urządzenia i pokazano, jak zakładać ogródki, schrony przeciwgazowe i.t.p. Dla zademonstrowania, w jaki sposób należy budować i z jakich materiałów, kilka domków jest pozostawionych w trakcie budowy, od chwili założenia fundamentów aż do nakrycia dachem.
Domki są bezsprzecznie ładne, higieniczne, wygodne. Mają tylko jedną wadę, że kosztują po dwadzieścia kilka tysięcy złotych, co oczywiście umieszcza je w... krainie marzeń robotnika czy przeciętnego pracownika umysłowego. Dla niego wciąż jeszcze nie ma mieszkań tanich i zdrowych.
Warto jednak zwiedzić wystawę, choćby dlatego, że można się nauczyć, jak należy meblować dom tanio, ładnie i wygodnie.
Wystawa potrwa około trzech miesięcy. Dojazd do terenów wystawowych jest zupełnie wygodny, gdyż uruchomiono specjalną linię tramwajową „W”, biegnącą od krańcowego przystanku linii „9” do wejścia na wystawę. 

Robotnik, nr 166, 30 maja 1935